Obraz i struktura
- Trygram górny: Kan (坎) ☵ — Woda; jego atrybutem jest zapadnia, miejsce, w które się wpada, a w tej figurze — to, co samo z siebie nie ma miary: woda płynie, dokąd ją puszczą, i rozlewa się wszędzie tam, gdzie nie znajdzie brzegu.
- Trygram dolny: Dui (兌) ☱ — Jezioro; jego atrybutem jest radowanie się, a w tej figurze — pojemność: jezioro trzyma wodę, bo ma brzegi, i trzyma jej dokładnie tyle, ile się w nim mieści.
- Inne nazwy: Powściągliwość, Reguły, Rozczłonkowanie, Przyjęcie, Dyscyplina, Regulacja, Kontrola, Granice, Umiar, Chwila.
Trzy linie dynamiczne, trzy magnetyczne, po równo. Komentarz do Osądu mówi o tym układzie wprost: twarde i miękkie są równo podzielone, a twarde osiągnęły miejsca środkowe, drugie i piąte. Władcą figury jest piąta linia — twarda, na właściwym miejscu, wciśnięta między dwie miękkie, czwartą i szóstą, więc sama ograniczona, a mimo to rządząca. Trygramy jądrowe dopowiadają resztę: górny Gen (linie od trzeciej do piątej) to brama i zatrzymanie, dolny Zhen (linie od drugiej do czwartej) to ruch; stąd w Obrazie liczba i miara stoją obok cnoty i postępowania. Figura jest odwróceniem poprzedniej, Rozproszenia: tam wiatr rozpraszał wodę, tu jezioro ją trzyma. Znak Jie oznaczał pierwotnie kolanko bambusa — przegrodę, która dzieli pustą łodygę na odcinki i dzięki której łodyga, rosnąc, nie łamie się pod własnym ciężarem. Z tego jednego obrazu rozeszły się wszystkie późniejsze sensy: odcinek, okres, ranga, miara, umiar, reguła.
Przesłanie
Masz przed sobą figurę o pojemności, nie o wyrzeczeniu. Jezioro trzyma wodę, bo ma brzegi, i trzyma jej tyle, ile się mieści; woda sama z siebie miary nie ma. Ograniczenie, o którym tu mowa, polega na rozpoznaniu własnych brzegów: ile czasu, uwagi i pragnień naprawdę uniesiesz, zanim zaczniesz się rozlewać. Osąd daje takiej mierze powodzenie i od razu stawia jej warunek: gorzka miara, ta, która boli za każdym razem, gdy jej dotrzymujesz, nie utrzyma się i nie wolno w niej trwać. Reguła, którą uznajesz za własną, kosztuje niewiele i daje dużo. Reguła nałożona z lęku albo z cudzego głosu kosztuje coraz więcej i daje coraz mniej. Tę różnicę pokazują dwie linie figury: piąta, w której ograniczenie jest słodkie i przynosi pomyślność, i szósta, w której jest gorzkie, a trwanie w nim przynosi nieszczęście.
Interpretacja (Aureliusz)
Popatrz na tę figurę. Trzy linie twarde, trzy miękkie, po równo. Ale twarde nie stoją byle gdzie. Zajmują oba środki, drugie i piąte miejsce. To jest cała nauka tego heksagramu w jednym układzie kresek. Miara nie jest sprawą ilości: ile sobie odejmiesz, czego sobie odmówisz. Jest sprawą miejsca w Tobie, z którego reguła wychodzi. Reguła, którą stawia Twój własny środek, trzyma, bo nie musisz przy niej niczego znosić: nie ma w Tobie oporu, który trzeba by za każdym razem pokonać. Reguła, którą stawia krawędź — lęk, wstyd albo cudzy głos w Twojej głowie — wymaga siły za każdym razem, gdy masz się jej trzymać. Jezioro nie stara się trzymać wody. Trzyma ją, bo ma brzegi.
Tradycja komentarza czyta ten układ tak samo, choć innym językiem. Wang Bi mówi, że twarde i miękkie są tu od siebie oddzielone, więc nie ma miejsca na nieporządek, a kontrola jest sprawowana z miejsc środkowych — i dodaje ostrzeżenie: jeśli ktoś posunie się za daleko i uczyni ją gorzką, stanie się ona czymś, czego ludzie nie zniosą, a wtedy nie da się już nikogo poprawić. Cheng Yi ujmuje to samo od strony obrazu: jezioro ma granicę tego, ile pomieści, a woda nad jeziorem znaczy, że jest pełne i więcej nie przyjmie. Kong Yingda przekłada figurę na porządek społeczny — stopnie zaszczytów według wartości osoby, dobór do urzędu według talentu — i tę warstwę zostawiam historykom, bo dla Ciebie liczy się obraz jeziora. Skrzydła wyznaczają tej figurze miejsce w sekwencji: ludzie nie mogą trwać w rozproszeniu bez końca, więc to, co w Rozproszeniu zostało rozpuszczone, potrzebuje teraz nowych brzegów — inaczej rozlanie staje się rozpadem.
Osąd brzmi krótko, a tłumacze rozchodzą się w jego odczytaniu.
Ograniczenie. Powodzenie. W gorzkim ograniczeniu nie wolno trwać. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Ograniczające reguły przynoszą postęp i powodzenie, ale jeśli są surowe i trudne, nie mogą być trwałe. — Legge, tłumaczenie na polski własne.
Ofiara. Gorzka chwila. Wróżba niemożliwa. — Rutt, Zhouyi, tłumaczenie na polski własne.
Wilhelm zakazuje: w gorzkim ograniczeniu nie wolno trwać. Legge opisuje: surowe reguły nie mogą być trwałe, bo taka jest ich natura. Rutt schodzi do najstarszej warstwy tekstu, z czasów dynastii Zhou, sprzed komentarzy Skrzydeł, i pokazuje, że nie ma tam jeszcze umiaru — jest gorzka chwila, w której wróżba nie wychodzi. Różnica między nakazem Wilhelma a opisem Legge'a wygląda na spór, a w istocie jedno dopełnia drugie: opis podaje powód nakazu. Komentarz do Osądu daje uzasadnienie zakazu i brzmi ono jak opis: w gorzkim ograniczeniu nie wolno trwać, bo jego droga dobiega kresu. Gorzka miara nie tyle jest zabroniona, ile sama się kończy; zakaz tylko oszczędza Ci czekania na ten koniec. Dla Ciebie znaczy to jedno: reguła, którą utrzymujesz siłą, ma termin ważności niezależnie od tego, czy go uznasz.
Woda nad jeziorem: obraz Ograniczenia. Tak człowiek szlachetny ustanawia liczbę i miarę i bada naturę cnoty i prawego postępowania. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Obraz zestawia dwie rzeczy, które nie wyglądają na parę: liczbę i miarę obok cnoty i postępowania. Trygramy jądrowe wyjaśniają ten zestaw — liczba i miara należą do Gen, do tego, co stoi; cnota i postępowanie do Zhen, do tego, co się rusza. Człowiek szlachetny robi więc dwie rzeczy naraz: ustala brzegi i patrzy, jak w tych brzegach płynie życie. Hatcher ujmuje to po swojemu: dobre granice przyjmuje się tak, jak przyjmuje się smak, który Ci odpowiada, a nie jak zakaz; sztuczna przegroda, która nie szanuje natury wody, nie utrzyma jej, bo woda znajdzie drogę obok. Wilhelm mówi o tym samym poważniej: nieograniczone możliwości nie są człowiekowi pisane, jego życie rozpuściłoby się w bezkresie; siłę daje ograniczenie nałożone przez obowiązek i dobrowolnie przyjęte. W obu głosach kryterium dobrej miary jest to samo. Miara, którą przyjąłeś albo przyjęłaś jako własną, ma smak: trzymasz się jej z ochotą, bo sam albo sama jej chcesz. Miara nałożona z zewnątrz ma tylko koszt: siłę, którą zużywasz za każdym razem, gdy masz się jej trzymać.
Jest w tej figurze jedno napięcie, które trzeba rozpisać, bo inaczej cała nauka o mierze zamieni się w naukę o siedzeniu w domu. Skrzydło dziesiąte streszcza esencję figury jednym słowem:
Ograniczenie znaczy zatrzymanie. — Zagua („Heksagramy w nieregularnym porządku”), tłumaczenie na polski własne.
A druga linia karze za zatrzymanie. Pierwsza mówi, że kto nie wychodzi za drzwi, jest bez winy; druga — że kto nie wychodzi za bramę, ściąga nieszczęście. Ta sama postawa, dwa różne wyroki Księgi. Tę sprzeczność rozstrzyga jedno: miara jest w tej figurze także miarą czasu, a nie tylko ilości. Znak Jie dzieli łodygę na odcinki, a rok, jak przypomina Wilhelm, na dwadzieścia cztery okresy; zatrzymanie w porę i zatrzymanie po czasie to dwa różne odcinki, choć z zewnątrz wyglądają identycznie. Komentarz do Obrazu daje kryterium przy pierwszej linii: kto nie wychodzi, wie, co jest otwarte, a co zamknięte. Zwlekanie, które trwa po otwarciu bramy, nie jest już miarą. Jest lękiem przebranym za rozwagę.
Prawdziwy spór komentatorów toczy się o szóstą linię — o to, co zrobić z gorzką miarą, kiedy już się w niej jest.
Gorzkie ograniczenie. Wytrwałość przynosi nieszczęście. Żal znika. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Górna linia, magnetyczna, stoi na kresie dyscypliny i oznacza dyscyplinę bolesną. Stoi też na kresie niebezpieczeństwa, i stąd również bierze się jej bolesność. Kto trzyma się jej sztywno, ściąga nieszczęście; kto żałuje, ten nieszczęście usuwa. Żal znaczy tu odjęcie nadmiaru i powrót do środka. — Cheng Yi, komentarz do szóstej linii, tłumaczenie na polski własne.
Wang Bi, a za nim Wilhelm, ratują szóstą linię: gorzka miara, skierowana na samego siebie zamiast na innych, ma ocalić duszę. Wang Bi pisze, że kontrola przekracza tu środek aż do skrajności i ludzie jej nie zniosą, ale kto użyje tej okazji, by pracować nad sobą i iść drogą Niewinności, temu żal zniknie. Wilhelm mówi jeszcze mocniej: bywają sytuacje, w których bezwzględność wobec siebie jest jedynym sposobem ocalenia duszy, która inaczej uległaby niezdecydowaniu i pokusie. Cheng Yi nie zostawia gorzkiej mierze tej furtki: nie ma u niego mowy o ocaleniu duszy przez surowość. Żal znika, mówi, przez odjęcie nadmiaru i powrót do środka. Balkin stoi pomiędzy: surowa samodyscyplina bywa konieczna, żeby przejść przez szczególnie trudny okres albo dokonać ważnej zmiany, ale nie zadziała, jeśli trwa zbyt długo.
Nie widzę powodu, by poprawiać Cheng Yi. Surowość wobec siebie jest narzędziem na czas przejścia, tak jak post jest narzędziem, a nie sposobem odżywiania. Kiedy zrobiła swoje, ma odejść. Jeśli surowość zostaje, to nie dlatego, że nadal pracujesz nad sobą, ale dlatego, że karanie siebie stało się łatwiejsze od pracy nad sobą: kara nie wymaga od Ciebie żadnej zmiany, tylko powtórzenia. Zastrzeżenie Balkina przyjmuję w całości, bo potwierdza je sam tekst linii: skoro żal znika, gorzka miara musiała mieć swój czas i swoje zadanie, a teraz ten czas mija. Wilhelm ma rację co do czasu przejścia i sam to zastrzega: bezwzględności nie stosuje się stale ani systematycznie. Tekst linii mówi właśnie o trwaniu: wytrwałość przynosi nieszczęście. Stankiewicz nazywa wyrzeczenie dla samego wyrzeczenia ascetycznym nieporozumieniem co do stoicyzmu — surowość, która przeżyła własne zadanie, jest właśnie tym nieporozumieniem, i do tego wrócę w perspektywie stoickiej. Surowość, która przeżyła własne zadanie, poznasz po jednym: reguła kosztuje Cię coraz więcej i daje coraz mniej.
Z tego rozstrzygnięcia wynika też, czego ta figura Ci nie da. Daje powodzenie mierze, która wychodzi ze środka: piąta linia idzie naprzód i zyskuje szacunek, czwarta ma powodzenie bez wysiłku. Mierze z krawędzi, z lęku, wstydu albo cudzego głosu, figura daje tylko to, co mówi Komentarz do Osądu: koniec drogi. Nie znajdziesz tu zapewnienia, że im surowiej się potraktujesz, tym więcej zdziałasz; figura mówi coś przeciwnego, i mówi to w linii, która stoi najwyżej. Trzecia linia pokazuje, czego figura nie da także od drugiej strony: nie temu, kto przesadził z miarą, ale temu, kto miary w ogóle nie zna. Taki człowiek będzie lamentował i nie ma kogo winić. Między lamentem po nadmiarze a goryczą po nadmiernej mierze jest wąski pas, na którym stoją linie czwarta i piąta. Cała praca z tym heksagramem polega na tym, żeby wiedzieć, ku któremu brzegowi tego pasa właśnie zbaczasz: ku nadmiarowi, którego nie ograniczasz, czy ku mierze, która stała się gorzka.
Interpretacja heksagramu 60 w praktyce
Gdy stawiasz sobie regułę i nie wiesz, czy to Twoja miara, czy Twoja kara: Sprawdź, skąd ta reguła wychodzi: z Twojego środka czy z krawędzi — z lęku, wstydu albo cudzego głosu. Reguła ze środka nie wymaga siły za każdym razem; trzymasz się jej i idziesz dalej, a po tygodniu masz więcej wolnej uwagi niż przed nią. Reguła z krawędzi wymaga za każdym razem decyzji od nowa, a po tygodniu masz mniej wszystkiego — sił, cierpliwości, ochoty na cokolwiek. Jeśli koszt rośnie, a zysk maleje, nie zaostrzaj reguły. Odejmij nadmiar i wróć do miary, którą naprawdę uniesiesz.
Gdy zwlekasz i nazywasz to rozwagą: Zadaj pytanie z pierwszej linii — czy brama jest zamknięta, czy otwarta. Zamknięta brama to przeszkody, których nie usuniesz własnym ruchem, i wtedy czekanie gromadzi siłę. Otwarta brama to przeszkody, które już zniknęły, a Ty nadal siedzisz na dziedzińcu, bo tak jest bezpieczniej. Sprawdź, czy od ostatniego razu, gdy odłożyłeś albo odłożyłaś ten ruch, coś na zewnątrz się zmieniło. Jeśli tak, a Twoja decyzja się nie zmieniła, stoisz w drugiej linii — a jej nieszczęście bierze się z przegapienia chwili, nie z pośpiechu.
Gdy nakładasz miarę innym: Piąta linia ma jeden warunek powodzenia: miarę nakładasz najpierw na siebie. Reguła, którą stawiasz ludziom, a sam albo sama omijasz, zawsze będzie odbierana jako gorzka, choćby była rozsądna, i wywoła opór wprost proporcjonalny do tego, jak bardzo jest rozsądna. Zanim ogłosisz regułę, sam albo sama przestrzegaj jej przez jakiś czas na oczach tych, których ma obowiązywać. Wtedy nie musisz jej narzucać; wystarczy, że ją widać.
Interpretacja poszczególnych linii
Linia 1 (dynamiczna) — Nie wychodzisz za drzwi
Kto nie wychodzi za drzwi i z dziedzińca, jest bez winy. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Twarda linia na twardym miejscu, początek figury. Komentarz do Obrazu daje jej kryterium: kto nie wychodzi, wie, co jest otwarte, a co zamknięte. Wang Bi widzi tu kompetentnego inicjatora — tego, kto ma zaprowadzić porządek po rozproszeniu, rozróżnia drożne od zablokowanego i działa ostrożnie, w ukryciu. Cheng Yi widzi kogoś, kogo ciągnie w górę czwarta linia, jego partnerka w figurze, i kto przez to nie umie się zdyscyplinować; stąd, jego zdaniem, surowe napomnienie już na wstępie, bo kto nie jest ostrożny na początku, nie doczeka końca. Obaj mówią o tej samej linii z dwóch stron. Cierpliwość przy drzwiach jest kompetencją tylko wtedy, gdy wiesz, że brama jest zamknięta; ta sama cierpliwość przy otwartej bramie jest już błędem drugiej linii. Cheng Yi ostrzega przed czymś innym: przed pokusą, by wyjść, zanim brzegi zostaną ustalone — i to ostrzeżenie jest słuszne. Wilhelm dopowiada, co daje czekanie w porę: kto nie przekracza granic, które mu wyznaczono, gromadzi siłę, dzięki której we właściwym czasie zadziała z wielką mocą. Jeśli to Twoja linia, przeszkoda przed Tobą jest prawdziwa i nie do przejścia własnym ruchem. Zostań przy drzwiach, nie mów o zamiarach i nie trać sił na szarpanie zamkniętej bramy.
Linia 2 (dynamiczna) — Nie wychodzisz za bramę, choć droga stoi otworem
Kto nie wychodzi za bramę i z dziedzińca, ściąga nieszczęście. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Twarda linia na drugim miejscu, w samym sercu Jeziora, władczyni dolnej połowy figury, a jednak z wyrokiem nieszczęścia. Komentarz do Obrazu mówi, dlaczego: bo przegapia rozstrzygającą chwilę. Wilhelm zwraca uwagę na dwie miękkie linie, które stoją nad nią jak otwarte skrzydła bramy, i na jądrowy Zhen, który od tej linii zaczyna ruch; woda, która zebrała się w jeziorze, na pewno znajdzie ujście, gdy jezioro będzie pełne. Wang Bi czyta to jako przegapienie: pierwsza linia sformułowała reguły, druga ma je ogłosić, a kto się kryje, traci najlepszą chwilę. Cheng Yi czyta to jako utratę charakteru: twarda linia na miękkim miejscu, w trygramie radości, traci twardość, a ponieważ piąta linia też jest twarda i nie ma z nią pary, jej dyscyplina staje się niewłaściwa — oszczędność zamienia się w skąpstwo, łagodność w słabość. Obie lektury opisują ten sam błąd widziany z zewnątrz i od środka: zatrzymanie, które przeżyło swój odcinek czasu. Wilhelm ujmuje to jednym zdaniem: dobrze jest wahać się tak długo, jak nie nadszedł czas działania, ale ani chwili dłużej. Jeśli to Twoja linia, brama jest otwarta, a Ty wciąż liczysz zapasy. Wyjdź, zanim jezioro przeleje się samo.
Linia 3 (magnetyczna) — Lament po nadmiarze
Kto nie zna ograniczenia, będzie miał powód do lamentu. Bez winy. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Bez oznak przestrzegania właściwych reguł; wtedy zobaczymy ją lamentującą. Ale nie będzie kogo winić prócz niej samej. — Legge, tłumaczenie na polski własne.
Bez wymierzenia chwili. Westchnienie. Bez nieszczęścia. — Rutt, Zhouyi, tłumaczenie na polski własne.
Trzy przekłady, dwa różne zakończenia. Wilhelm kończy „bez winy”, Legge — „nie ma kogo winić prócz niej samej”. Komentarz do Obrazu pyta retorycznie, kto jest winien lamentu po zaniedbaniu miary, a Wang Bi i Cheng Yi odpowiadają zgodnie: sam sobie to sprowadził. Rutt rozstrzyga, kto ma tekst po swojej stronie — w najstarszej warstwie tekstu, sprzed komentarzy, jest westchnienie i „bez nieszczęścia”, i nic więcej. Moralizację dołożyły Skrzydła, a tłumacze poszli za nimi. Idę za Wilhelmem, bo jego „bez winy” trzyma się tekstu, a jednocześnie zostawia miejsce na to, co dołożył komentarz: lament jest własny, ale nie jest karą. Miękka linia na szczycie Dui, trygramu radości, a Dui to usta — stąd, jak pokazuje Wilhelm, obraz lamentu. Kto stoi na szczycie radości, najłatwiej gubi miarę; Cheng Yi dodaje, że linia patrzy już w stronę niebezpieczeństwa, bo nad nią zaczyna się Kan. Jeśli to Twoja linia, przekroczyłeś albo przekroczyłaś własną pojemność i właśnie to czujesz. Lament jest tu na miejscu i nie trzeba go zagłuszać. Nie trzeba też robić z niego wyroku — on jest pierwszym rozpoznaniem brzegu, którego wcześniej nie było widać.
Linia 4 (magnetyczna) — Miara, która przestała kosztować
Zadowolone ograniczenie. Powodzenie. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Miękka linia na miękkim miejscu, tuż pod władcą figury. Komentarz do Obrazu wyprowadza jej powodzenie z tego, że przyjmuje drogę piątej linii, władcy figury, który stoi tuż nad nią. Wang Bi mówi, że linia nie próbuje zmieniać nałożonej na nią kontroli; Cheng Yi — że jej stabilność bierze się z tego, że stoi na miejscu, które do niej należy, a nie z przymusu, bo przymus bez stabilności nie może trwać. Wilhelm daje tej linii najbardziej użyteczny komentarz w całej figurze: ograniczenie, które wymaga ciągłego wysiłku, kosztuje za dużo siły; ograniczenie naturalne — jak to, że woda płynie tylko w dół — prowadzi do powodzenia, bo siłę oszczędza. Cała siła, która poszłaby na daremną walkę z własnym oporem, idzie na to, czemu reguła miała służyć. Balkin nazywa to samo powściągliwością, która stała się łatwa, bo wyrasta z wypracowanego charakteru. Jeśli to Twoja linia, reguła, którą trzymasz, przestała Cię kosztować i to jest znak, że jest Twoja. Nie szukaj w niej surowości, której w niej nie ma.
Linia 5 (dynamiczna) — Słodka miara
Słodkie ograniczenie przynosi pomyślność. Wyruszenie przynosi szacunek. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Władca figury: twarda linia na właściwym miejscu, w środku, między dwiema miękkimi. Komentarz do Obrazu wyprowadza jej pomyślność z tego, że pozostaje w środku, na własnym miejscu. Wang Bi nazywa ją władcą kontroli, który nigdy nie narusza środka, i pyta: cóż skuteczniej odbierze kontroli gorycz niż uczynienie jej słodką? Cheng Yi rozkłada słodką miarę na dwie strony: wobec samego siebie jest to postępowanie, w którym można trwać, a wobec innych reguła, za którą idą z radością. Wilhelm dodaje, skąd bierze się słodycz: linia stoi na szczycie jądrowego Gen, a góra to przede wszystkim ziemia, której smak jest słodki. Ważniejsze jest jednak, co Wilhelm mówi o mechanizmie: kto próbuje narzucić ograniczenia innym, a sam ich unika, spotka się z niechęcią i oporem; kto na stanowisku nakłada ograniczenie najpierw na siebie, mało wymaga od otoczenia i skromnymi środkami czegoś dokonuje, ten znajduje naśladowców. Jeśli to Twoja linia, jesteś w środku i z tego środka masz prawo stawiać miarę — sobie najpierw, innym przez przykład. Wyruszenie, o którym mówi tekst, jest bezpieczne właśnie dlatego, że regułę przyjąłeś albo przyjęłaś najpierw na siebie: idzie przed Tobą jako przykład, a nie za Tobą jak bat.
Linia 6 (magnetyczna) — Gorzka miara
Gorzkie ograniczenie. Wytrwałość przynosi nieszczęście. Żal znika. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Miękka linia na szczycie Kan, na kresie niebezpieczeństwa i na kresie figury. Komentarz do Obrazu mówi tylko tyle: jej droga dobiega kresu. Wilhelm komentuje tę linię dwa razy. W drugim komentarzu (Księga III jego wydania) jest bliżej Cheng Yi niż w pierwszym, który przywołałem wyżej: na końcu czasu ograniczenia nie należy siłą go przedłużać, wszystko, co tu wymuszone, ma gorzki skutek i nie da się utrzymać, trzeba więc obrać nowy kierunek — i wtedy żal zniknie. Spór o to, czy gorzką miarę wolno skierować na samego siebie, rozstrzygnąłem wyżej; tu zostaje instrukcja. Jeśli to Twoja linia, surowość, którą sobie nałożyłeś albo nałożyłaś, zrobiła już swoje albo nie zrobi tego nigdy — w obu przypadkach jej czas minął. Tekst nie każe Ci żałować, że była. Każe przestać w niej trwać. Żal, który znika, to żal z powodu nadmiaru, a znika w chwili, gdy nadmiar zostaje odjęty; dopóki trzymasz się reguły sztywno, żal zostaje z Tobą razem z nią.
Psychologia heksagramu 60: praca nad sobą
Figura opisuje w Tobie dwa źródła reguł i pokazuje, że nie różnią się treścią. Ta sama zasada — mniej, później, ostrożniej — może wyjść z Twojego środka albo z krawędzi: z lęku, wstydu albo z cudzego głosu, który dawno stał się Twoim. Z zewnątrz wyglądają identycznie i dlatego tak trudno je rozróżnić. Różnią się kosztem. Reguła ze środka jest jak brzeg jeziora: trzyma wodę i nic przy tym nie robi. Reguła z krawędzi jest jak tama sklecona w pośpiechu: trzyma, dopóki ktoś ją podpiera, a woda przez cały czas szuka w niej szczeliny. Whitmont opisuje, jak reguła z krawędzi powstaje i dlaczego jest tak trwała:
Popęd i jego powściągnięcie tworzą instynktowną podstawę tożsamości, której człowiek doświadcza w dawaniu, w stawaniu się panem samego siebie, osobą moralnie zdyscyplinowaną, „czystą”. — Edward C. Whitmont, The Symbolic Quest, s. 243, tłumaczenie na polski własne.
To zdanie tłumaczy, czemu z gorzkiej miary tak trudno zrezygnować: dawno przestała być narzędziem i stała się Tobą. Powściągnięcie, które miało służyć, stało się tożsamością — osobą zdyscyplinowaną, panem samego siebie. Odjąć nadmiar znaczy wtedy odjąć coś z siebie, i stąd opór, który nie ma nic wspólnego z tym, czy reguła jest rozsądna.
To, czy reguła jest jeszcze narzędziem, czy stała się już Twoją tożsamością, poznasz po rachunku kosztów i zysków, nie po treści reguły. Obserwuj koszt: ile razy dziennie musisz od nowa zmuszać się do tej reguły, jakby nie było wczoraj. Obserwuj zysk: co reguła Ci daje poza samym faktem, że jej dotrzymujesz. Obserwuj, komu składasz z niej sprawozdanie — jeśli w głowie relacjonujesz komuś, że dziś znów wytrzymałeś albo wytrzymałaś, reguła należy do tego kogoś, nie do Ciebie. Kiedy koszt rośnie, zysk maleje, a sprawozdanie idzie na zewnątrz, stoisz w szóstej linii, choćby reguła była z tych, które każdy by pochwalił.
Praca składa się z trzech kroków, wziętych z linii szóstej, piątej i czwartej, w tej kolejności. Najpierw odjęcie: z reguły, która kosztuje coraz więcej, zdejmij tyle, żeby dało się jej trzymać bez decyzji za każdym razem; zaostrzanie jej tylko podnosi koszt. Potem zmiana źródła reguły: zanim ją odnowisz, sprawdź, czy wychodzi z tego, czego naprawdę chcesz od swojego życia, czy z tego, czego boisz się w sobie zobaczyć — reguła z pierwszego źródła jest słodka, z drugiego gorzka, niezależnie od treści. Na koniec przyjęcie własnej pojemności, i tu Whitmont mówi rzecz, której ego nie chce słyszeć:
A jednak, paradoksalnie, ego nie może i nie powinno nawet próbować zrzec się kontroli. Musi raczej świadomie doświadczyć swoich ograniczeń i swojej względnej bezsilności wobec rzeczywistości psychiki obiektywnej. — Edward C. Whitmont, The Symbolic Quest, s. 284, tłumaczenie na polski własne.
Rządzić sobą trzeba nadal; jezioro nie przestaje mieć brzegów. Praca polega na tym, żeby doświadczyć, ile naprawdę w sobie pomieścisz, zamiast dekretować, ile powinieneś albo powinnaś pomieścić. Pojemność jest brzegiem, dzięki któremu w ogóle jesteś jeziorem, a nie rozlaną wodą.
Perspektywa stoicka w heksagramie 60
Stoicyzm ma w sprawie miary złą sławę, na którą częściowo zasłużył: przez wieki czytano go jako szkołę wyrzeczeń. Jestem tu zwolennikiem stoicyzmu reformowanego, który zdejmuje ze szkoły obowiązek wyrzeczeń. Dobrym przykładem jest Stankiewicz:
Stoicyzm reformowany nie wymaga od nas życia w ascezie. Nie wymaga celibatu ani dobrowolnego ubóstwa. Nie każe nam rozdać wszystkich pieniędzy, żyć w odosobnieniu ani trzymać się skąpej diety. Stoik nie jest mnichem. — Piotr Stankiewicz, Manual of Reformed Stoicism, rozdział „Focus on things within your power”, tłumaczenie na polski własne.
To jest dokładnie osąd tej figury przełożony na język stoików: ograniczenie ma powodzenie, ale w gorzkim ograniczeniu nie wolno trwać. Stoik ćwiczy — i właśnie dlatego staje przed pytaniem, którego mnich nie musi sobie zadawać: skąd wiem, że moje ćwiczenie jest jeszcze ćwiczeniem, a nie karą? Epiktet daje na to odpowiedź, w której najważniejsze jest jedno słowo.
Ani byk nie staje się bykiem nagle, ani człowiek dzielnym. Zimą trzeba się ćwiczyć do letniej wyprawy. — Epiktet, Diatryby, I.2.32, tłumaczenie na polski własne.
Tym słowem jest „wyprawa”. Ćwiczenie zimą ma cel poza sobą: lato, w którym siła będzie potrzebna. Kto ćwiczy zimą i wie, po co, ma miarę ze środka — jest jak czwarta linia, której ograniczenie nie kosztuje wysiłku, tak jak woda nie wysila się, płynąc w dół. Kto ćwiczy zimą, a lato dawno minęło albo nigdy nie miało nadejść, ćwiczy dla ćwiczenia, i to jest szósta linia: gorycz, która przeżyła swoją wyprawę. Użyteczność tej myśli jest prosta: przy każdej regule, którą sobie stawiasz, nazwij wyprawę, do której Cię przygotowuje. Jeśli nie umiesz jej nazwać, reguła nie jest ćwiczeniem. Jeśli umiesz, ale wyprawa już się odbyła, reguła zrobiła swoje i ma odejść, tak jak zimowe ćwiczenia ustępują latem samej walce.
Nauka mówi o tym samym rozróżnieniu trzecim językiem, po Księdze Przemian i po stoikach. Kahneman, referując badania zespołu Baumeistera, pisze w Pułapkach myślenia, że wysiłek woli i samokontrola są męczące, a kiedy w jednym zadaniu używamy samokontroli, tracimy chęć podejmowania kolejnego wysiłku. To jest różnica między czwartą linią a szóstą wyrażona w języku laboratorium: miara, która wymaga ciągłego wysiłku, wyczerpuje zapas, z którego korzysta wszystko inne; miara naturalna go nie rusza. Wilhelm napisał to samo bez eksperymentu, w komentarzu do czwartej linii.
Stankiewicz nazywa błąd szóstej linii, to ascetyczne nieporozumienie z Interpretacji, po imieniu i mówi, co stoicyzm stawia w jego miejsce:
Ten błąd polega, by tak rzec, na wyplątywaniu się z rzekomych konieczności. Według niego mielibyśmy ograniczyć nasze potrzeby i pragnienia wobec świata zewnętrznego. Ale tak nie jest. Droga stoicka nie polega na wymazaniu wszelkich naszych potrzeb i dążeń, lecz na określeniu ich przez to, co w naszej mocy. — Piotr Stankiewicz, Manual of Reformed Stoicism, rozdział „Focus on things within your power”, fragment VII, tłumaczenie na polski własne.
Określić potrzeby przez to, co w naszej mocy — tak brzmi brzeg jeziora, kiedy opisuje go szkoła stoicka zamiast Księgi Przemian. Stoik nie odbiera sobie niczego z życia. Określa, ile życia uniesie, i to, co uniesie, bierze w całości. Pokrewna myśl stoi w komentarzu Balkina do tej figury: najlepsze ograniczenia to te, które wybieramy sami, bo wzmacniają charakter i czynią życie łatwiejszym do zniesienia. Gorzka miara robi coś przeciwnego — czyni życie cięższym, a wybiera ją zwykle nie ten, kto ją znosi, tylko lęk w nim, który nie ufa jego pojemności. Figura i stoicy mówią tu jednym głosem: miara ma być słodka, bo tylko słodka miara jest naprawdę Twoja.