Obraz i struktura
- Trygram górny: Kan (坎) ☵ — Woda; jego atrybutem jest zapadnia, dół — miejsce, w które się wpada, a w tej figurze chmura, z której nie spadł jeszcze deszcz.
- Trygram dolny: Zhen (震) ☳ — Grzmot; jego atrybutem jest pobudzanie i wprawianie w ruch — pierwsze drgnienie, od którego zaczyna się reszta.
- Inne nazwy: Trudność początku, Kiełkowanie, Bóle narodzin, Znak przebijania się, Gromadzenie, Zbiórka, Utrapienie, Trudne początki, Bóle wzrostu, Początkowe przeszkody, Początkowa niedola.
Figura ma dwie linie dynamiczne — pierwszą i piątą — a Wilhelm wskazuje obie jako rządzące, czyli takie, z których odczytuje się sens całej figury. Pierwsza jest jedyną twardą linią grzmotu i stoi na samym dnie; piąta trzyma środek górnego trygramu, na miejscu władcy, w samej wodzie. Odpowiedniość — więź między linią dolnego trygramu a stojącą trzy miejsca wyżej, gdy jedna z nich jest dynamiczna, a druga magnetyczna — wiąże tu pierwszą z czwartą i drugą z piątą. Trzecia i szósta są obie magnetyczne, więc pary nie tworzą; to jedyne dwie linie tej figury, które po drugiej stronie nie mają nikogo.
Nie jest tu obojętne, które żywioły i w jakiej kolejności padają, i Wilhelm zwraca na to uwagę. Komentarz do Osądu mówi o grzmocie i deszczu, czyli o tym, co dzieje się po rozładowaniu burzy; Obraz mówi o chmurach i grzmocie, czyli o stanie sprzed rozładowania. Heksagram opisuje porę, w której napięcie zebrało się już w całości, a jeszcze nie zeszło.
Przesłanie
Stoisz na początku, w którym dzieje się naraz wiele rzeczy i żadna nie ma jeszcze kształtu. Takie położenie nie znosi wielkich przedsięwzięć: cel obrany teraz i pościg za nim powiększą zamęt, zamiast go zmniejszyć. Pracą na ten czas jest porządkowanie tego, co masz pod ręką, w miejscu, w którym stoisz. Potrzebujesz też oparcia w kimś drugim: sam albo sama tego nie rozplączesz, a Księga mówi o ustanawianiu pomocników jako o warunku powodzenia, nie o ostateczności. Nie licz też na to, że jeden mocny ruch zamknie całą sprawę: tutaj posuwasz się małymi krokami, powtarzanymi dłużej, niż byś chciał albo chciała.
Interpretacja (Aureliusz)
Trzecia figura Księgi jest pierwszą, w której cokolwiek zaistniało. Dwie poprzednie są jednorodne — czyste niebo i czysta ziemia — a tutaj po raz pierwszy stają obok siebie linie obu rodzajów, twarde i miękkie, czyli dynamiczne i magnetyczne — i od razu robi się z tego zamęt. Skrzydło dziesiąte — jeden z dawnych komentarzy dołączonych do Księgi, znanych jako Dziesięć Skrzydeł — nazywa ten stan jednym słowem:
Dopiero gdy były Niebo i Ziemia, zrodziły się z nich niezliczone rzeczy. To, co wypełnia Niebo i Ziemię, nie jest niczym innym niż niezliczonymi rzeczami. Dlatego po Qian i Kun następuje Zhun. Zhun znaczy tu zapełnienie. — Xugua zhuan („Porządek heksagramów"), tłumaczenie na polski własne.
Zapełnienie, nie pustka. Wilhelm zastrzega, że nie chodzi o samo napełnianie, i przez to zastrzeżenie mówi więcej niż Skrzydło: trudność bierze się stąd, że niebo i ziemia połączyły się po raz pierwszy i wszystkie istoty zaczynają się rodzić naraz, a to wytwarza chaos, który wypełnia wszystko. Trudny początek nie polega więc na tym, że nie ma z czego zacząć. Polega na tym, że jest wszystkiego naraz za dużo i nic nie ma jeszcze kształtu — a w takim stanie najtrudniej jest wybrać, bo każdy wybór wygląda na możliwy.
Skrzydło jedenaste dokłada do tego rzecz, o której przy słowie „chaos" łatwo zapomnieć:
Zhun znaczy „pojawić się w taki sposób, że nie traci się swojego miejsca". — Zagua zhuan („Heksagramy w nieregularnym porządku"), tłumaczenie na polski własne.
Coś już wyszło na wierzch i mimo to trzyma się gruntu, z którego wyrosło. Zamęt jest prawdziwy, ale nie zniósł miejsca, które zajmujesz. W takim czasie nie szuka się nowego gruntu, tylko trzyma tego, na którym się już stoi.
Osąd stawia obok siebie dwie rzeczy, których na pierwszy rzut oka nie da się pogodzić:
Trudność początku sprawia najwyższe powodzenie. Sprzyja wytrwałość. Niczego nie należy podejmować. Sprzyja ustanowienie pomocników. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Kiełkowanie zapewnia dalszy wzrost. Wytrwałość jest skuteczna; nie wyruszaj teraz w podróż. Dobrze jest powierzyć odpowiedzialność tym, którym ufasz. — Pearson, tłumaczenie na polski własne.
Pozostali tłumacze otwierają osąd trudnością; Pearson jako jedyna otwiera go wzrostem, który ta figura zapewnia, i dopiero potem przechodzi do zakazu. Porządek zdań zmienia to, co słyszy pytający: raz jest to trudność, w której mimo wszystko coś się uda, raz wzrost, który i tak trzeba przeczekać. Treść zostaje ta sama i jest podwójna: sprawa rośnie, a mimo to nie wyruszaj.
Skąd bierze się ten zakaz, widać w budowie figury. Ruch mieści się tu wewnątrz zapadni: grzmot pod wodą, pobudzenie zamknięte w tym, w co się wpada. Komentarz do Osądu nazywa stawkę tego heksagramu:
Ruch pośród niebezpieczeństwa przynosi wielkie powodzenie i wytrwałość. — Komentarz do Osądu (Tuan zhuan) w przekładzie Wilhelma/Baynesa, tłumaczenie na polski własne.
Wang Bi, glosując sam Osąd, mówi coś przeciwnego:
Im bardziej ktoś chciałby wyruszyć, tym większe staje się Zhun. — Wang Bi, komentarz do Osądu, tłumaczenie na polski własne.
Sprzeczność znika, kiedy się przyjrzeć, czego dokładnie zakazuje osąd. Zakaz nie obejmuje działania, tylko wyruszanie — obranie celu leżącego gdzie indziej i bieg w jego stronę. Ruch, który wyprowadza z zapadni, dzieje się w niej samej i polega na porządkowaniu tego, co już jest. Wyprawa po rozwiązanie wciąga tylko głębiej, bo w tej figurze ruch i zagrożenie mieszkają w jednym miejscu.
Obraz podaje metodę i tutaj tłumacze są zgodni jak rzadko:
Chmury i grzmot: obraz Trudności początku. Tak człowiek szlachetny wyprowadza porządek z zamętu. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Czasownik, który Wilhelm oddaje jako wyprowadzanie porządku, pochodzi z warsztatu tkackiego i każdy z tłumaczy sięga po ten sam obraz: Legge mówi o sortowaniu nici osnowy, napiętych wzdłuż krosna, i przeplatanego przez nie wątku, Hatcher o oddzielaniu jednych od drugich, Pearson o naciąganiu na krosno mocnych nici osnowy, Wilhelm o rozplątywaniu jedwabiu i zwijaniu go w motki. Jest to praca wykonywana na miejscu, przy materiale, który już jest pod ręką. Nie rozstrzyga, dokąd się pójdzie; rozstrzyga, co z czym jest związane. W stanie, w którym wszystko wygląda na równie pilne, rozdzielenie nici daje więcej niż najlepiej obmyślany plan wyprawy.
Trzy linie tej figury powtarzają jeden obraz i właśnie przy nim tłumacze rozchodzą się najmocniej. Wilhelm i Legge czytają ten obraz jako rozprzęgnięcie: konie odchodzą od wozu. Wang Bi widzi zaprzęg, w którym konie ciągną w przeciwne strony. Cheng Yi opisuje coś innego — jeździec siedzi na koniu i nie posuwa się naprzód — a Pearson mówi wprost o jeździe w kółko. Rutt i Hatcher mają obraz odwrotny do rozprzęgnięcia: wozy i konie w szyku, parada albo przegląd przed wymarszem.
Idę za Cheng Yi, a powód daje sama figura. Ten sam obraz wraca trzykrotnie i za każdym razem kończy się inaczej: w drugiej linii każe czekać, w szóstej zostawia krwawe łzy, a w czwartej poleca wyruszyć i zapowiada pomyślność. Rozprzęgniętym wozem nikt nie ruszy; koniem, który dreptał w miejscu, owszem. Jeśli to jest Twoje położenie, siły Ci nie brakuje i ruchu również. Brakuje kierunku, w którym ten ruch miałby pójść, i właśnie na rozpoznaniu tego kierunku polega tutaj cała praca.
Odczyt Rutta i Hatchera zostawiam tam, gdzie sprawdza się najlepiej, czyli w warstwie filologicznej. W tekście z epoki brązu heksagram jest zbiorem wróżb wojskowych i małżeńskich, a wozy i konie stoją w szyku, nie w rozsypce; formuła o sprowadzaniu panny młodej wraca w innych miejscach Księgi, więc nie została uszyta pod tę figurę. Ten odczyt pokazuje, co stało w tekście, zanim komentarz dołożył swoje, i na tym kończy się jego rola tutaj: psychologiczna lektura linii zostaje przy obrazie Cheng Yi, przy koniu, który się porusza, a nie posuwa, bo to ona tłumaczy, dlaczego czwarta linia każe wyruszyć.
Drugi spór jest krótszy i dotyczy jednego słowa z osądu: kogo należy ustanowić. Wang Bi czyta je jako zwierzchnika — chaos zatrzymuje cisza, a ciszę utrzymuje ten jeden, komu powierzono władzę; pierwsza glosa Kong Yingdy idzie za nim i mówi o czasie, w którym ludzki porządek dopiero powstaje i nic nie jest jeszcze ustalone. W następnej glosie Kong Yingda zmienia zdanie i czyta to samo słowo jako lenników, czyli wielu ludzi, przez których dobro władcy rozchodzi się wszędzie. Cheng Yi idzie tą drogą bez wahania: trudności wspólnoty nie rozwiąże siła jednej osoby, więc trzeba zapewnić sobie pomoc wielu ludzi. Za tą stroną stoją też Balkin, który tłumaczy ustanawianie lenników wprost jako proszenie innych o pomoc w trudnym czasie, i Pearson, u której osąd mówi o powierzeniu odpowiedzialności tym, którym się ufa.
Rozstrzyga budowa figury: linie rządzące są dwie i żadnej nie starcza na całość, bo każda ma tylko połowę tego, co potrzebne. Pierwsza ma siłę, ale stoi na samym dnie; piąta ma miejsce władcy, ale siedzi w środku zapadni, w wodzie górnego trygramu. Dla Ciebie znaczy to, że oparcia nie da się tu sprowadzić do jednej osoby ani do jednej decyzji porządkującej całą resztę. Potrzebujesz kilku ludzi, z których każdy bierze na siebie jeden kawałek sprawy i doprowadza go do końca.
Zostaje pytanie, jak daleko sięga to, co ta figura mówi. Osąd daje najwyższe powodzenie i w następnym wersie zakazuje przedsięwzięć; piąta linia dopowiada, że mała wytrwałość przynosi pomyślność, a wielka — nieszczęście. Powodzenie nie przychodzi więc od razu: skoro wolno tylko drobne kroki, dojście do niego musi potrwać, a droga prowadzi przez ruchy na tyle małe, żeby nie naruszyć tego, co dopiero się wiąże. Jednego posunięcia, które zamknęłoby całą sprawę, ta figura nie zna i nie warto go szukać.
Interpretacja heksagramu 3 w praktyce
Gdy masz naraz zbyt wiele otwartych spraw: Pierwszą czynnością nie jest wybór, tylko rozdzielenie. Rozpisz to, czym się teraz zajmujesz, na trzy grupy: rzeczy, które mają już kształt i wymagają tylko dokończenia; rzeczy, które czekają na kogoś innego i bez niego nie ruszą; rzeczy, które dopiero się zawiązują i na razie nie nadają się do decyzji. Trzecia grupa jest zwykle najliczniejsza i to ona wywołuje wrażenie przeciążenia, choć nie zawiera nic do zrobienia. Dopiero po takim rozdzieleniu widać, ile pracy naprawdę czeka — i zwykle jest jej mniej, niż wskazywało napięcie.
Gdy ktoś oferuje Ci pomoc, o którą nie prosiłeś ani nie prosiłaś: Sprawdź nie intencję tej osoby, lecz to, co jej pomoc realnie wnosi. Bliskość nie jest kwalifikacją: ludzie, którzy w zamęcie zgłaszają się pierwsi, robią to najczęściej dlatego, że stoją obok, a nie dlatego, że mają to, czego Ci brakuje. Zadaj sobie dwa pytania — czy ta osoba umie akurat tę rzecz, której nie umiesz, i jakie zobowiązanie przyjmiesz razem z jej pomocą. Jeśli odpowiedź na pierwsze brzmi „nie", drugie rozstrzyga samo: przyjąłbyś albo przyjęłabyś zobowiązanie, nie dostając w zamian nic, czego naprawdę potrzebujesz.
Gdy kierujesz czymś, co nie rusza z miejsca: Rzecz nie w tym, żeby postarać się bardziej. Wypisz, przez kogo ma przechodzić to, co postanawiasz, i sprawdź, w którym miejscu przekaz się urywa — zwykle brakuje nie zapału, tylko kogoś, kto ma za zadanie doprowadzić sprawę do końca. Wprowadzaj zmiany pojedyncze i niewielkie, dając każdej czas na to, żeby się przyjęła. Naprawa wszystkiego naraz w takim położeniu rozprzęga to, co jeszcze działa, i zostawia Cię z większym nieporządkiem niż ten, od którego zacząłeś albo zaczęłaś.
Interpretacja poszczególnych linii
Linia 1 (dynamiczna) — Postój na samym dole
Wahanie i przeszkoda. Sprzyja wytrwałość. Sprzyja ustanowienie pomocników. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Wang Bi zwraca uwagę na paradoks miejsca: linie liczy się od dołu, więc ta jest w figurze pierwsza i zarazem leży najniżej. Jest twarda, więc ma czym działać, a mimo to każdy ruch podjęty stąd sprowadza kłopot — dlatego tekst każe się tutaj zatrzymać. Zatrzymanie nie jest u niego rezygnacją, lecz metodą: zamęt uspokaja dopiero cisza, a cisza potrzebuje kogoś, kto ją utrzyma. Cheng Yi mówi o ludziach obdarzonych stanowczą siłą i jasnym rozeznaniem, którzy w czasie powszechnej trudności zajmują niskie miejsce; nie mogą pójść prosto do rozwiązania, więc zostają tam, gdzie są, żyją poprawnie i umacniają swoją wolę. Ta linia opisuje położenie, w którym masz zdolności, a nie masz pozycji. Wytrwałość znaczy tu: rób dobrze to, co należy do zajmowanego miejsca, i nie próbuj załatwić z wyprzedzeniem tego, co zależy od pory, a nie od Ciebie.
Linia 2 (magnetyczna) — Dziesięć lat zwłoki
Trudności piętrzą się. Koń i wóz rozłączają się. On nie jest rozbójnikiem; chce się starać o rękę, gdy przyjdzie pora. Dziewczyna jest wierna, nie przyrzeka się. Dziesięć lat — wtedy się przyrzeka. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Trudno ruszyć, siedzi na koniu, a stoi w miejscu. Nie wychodzi za nikogo, kto się jej narzuca; kobieta dochowuje wierności i nie zaręcza się. Po dziesięciu latach zaręcza się. — tekst linii drugiej według Cheng Yi, komentarz do Księgi Przemian, heksagram 3, tłumaczenie na polski własne.
Zbici razem, aż przyszła zwłoka; wozy i konie w szyku. Nie w zmowie z napastnikami, lecz po pannę młodą. Wróżba dla kobiety, która nie poczęła: pocznie za dziesięć lat. — Rutt, Zhouyi, tłumaczenie na polski własne.
Trzy przekłady jednego wersu, trzy różne sceny — i to przy tej linii najlepiej widać, ile w tym tekście zależy od odczytania obrazu. Układ linii jest jednak we wszystkich wersjach ten sam i Komentarz do Obrazów nazywa go w jednym zdaniu: trudność drugiej linii bierze się stąd, że jedzie ona na twardej linii, czyli leży wprost nad dynamiczną pierwszą i na niej się opiera. Nacisk przychodzi więc z bliska, z dołu, a właściwa więź — ta z piątą — leży wysoko. Wang Bi dodaje, że zamiar drugiej linii jest zwrócony ku piątej i dlatego nie przystaje ona na to, co jest bliżej; dziesięć lat to u niego pełny cykl, po którym wraca zwykły porządek rzeczy. Pearson odwraca próbę: sprawdzana jest tu nie kobieta, lecz kandydat, bo kto trwa przy nas dziesięć lat bez zobowiązania z naszej strony, ten nie jest rozbójnikiem. Obie lektury dają to samo wskazanie. Zwłoka nie jest w tym położeniu stratą czasu; jest jedynym narzędziem, jakie masz, żeby odróżnić ofertę trwałą od przypadkowej.
Linia 3 (magnetyczna) — Jeleń bez gajowego
Kto poluje na jelenia bez gajowego, ten tylko gubi drogę w lesie. Człowiek szlachetny rozumie znaki czasu i woli zaniechać. Iść dalej przynosi upokorzenie. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Jest to słabość tam, gdzie potrzeba siły, bez równowagi i bez orientacji, a więc działanie samowolne; choćby ktoś nie wiem jak pragnął tego, czego szuka, brak mu zdolności, żeby sam znalazł rozwiązanie, i nie ma nikogo do pomocy. — Cheng Yi, komentarz do linii trzeciej, tłumaczenie na polski własne.
Wang Bi tłumaczy złudzenie, które tę linię napędza: droga do piątej wygląda na otwartą, bo nic jej nie zastawia — tyle że piąta odpowiada drugiej i przybysza nie przyjmie. Pogoń rusza więc za zwierzyną, którą widać, w las, którego się nie zna. Wilhelm dorzuca, skąd w tym obrazie las: ze środkowych linii figury, od trzeciej do piątej, składa się dodatkowy trygram, zwany jądrowym, a jest nim tutaj góra; las bierze się właśnie stąd. Linia nie ma przy tym odpowiednika w szóstym miejscu, więc nikt jej po drugiej stronie figury nie oczekuje. Komentatorzy różnią się przy słowie, które opisuje wiedzę człowieka szlachetnego. Wang Bi i Kong Yingda widzą tam zwykłą partykułę, słowo bez własnej treści, i czytają zdanie prosto: lepiej zaniechać. Cheng Yi i Zhu Xi biorą ten sam znak za rzeczownik oznaczający zawiązek i wtedy zdanie mówi, że człowiek szlachetny rozpoznaje początki rzeczy, póki są ledwie widoczne — tędy idzie Wilhelm ze swoimi znakami czasu. Druga lektura daje tej linii więcej do zrobienia, bo zaniechanie przestaje być rezygnacją, a staje się wnioskiem z tego, co się w porę zauważyło. Jeżeli gonisz teraz za czymś, co wydaje się w zasięgu ręki, sprawdź najpierw, czy strona, do której biegniesz, w ogóle na Ciebie czeka.
Linia 4 (magnetyczna) — Wyjazd po narzeczoną
Koń i wóz rozłączają się. Dąż do połączenia. Wyruszyć przynosi pomyślność. Wszystko działa sprzyjająco. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Ta sama scena co w drugiej linii i przeciwne rozstrzygnięcie — a różnicę robi nie temperament, tylko układ. Czwarta linia odpowiada pierwszej, więc ta, po którą wyrusza, jest jej właściwą stroną; Wang Bi mówi wprost, że kiedy ruszy, zostanie przyjęta, a Komentarz do Obrazów dodaje, że szukanie i wyruszenie są tu rzeczą oczywistą, bo ta linia rozpoznała układ pozostałych. Cheng Yi przekłada to na porządek zwykłych spraw: kto ma wysokie miejsce, a nie ma zdolności potrzebnych do rozwiązania trudności, powinien wziąć do pomocy zdolniejszych od siebie, choćby stali niżej. Wskazanie jest tu skromne i dlatego bywa trudne: pierwszy krok należy do Ciebie i wymaga zejścia z pozycji. Nie chodzi o to, żeby przyjąć pomoc, kiedy ktoś ją zaoferuje, tylko o to, żeby po nią pojechać — do kogoś, kogo już znasz i wiesz, po co do niego jedziesz.
Linia 5 (dynamiczna) — Dobrodziejstwa utknęły
Trudności w dobrodziejstwie. Mała wytrwałość przynosi pomyślność. Wielka wytrwałość przynosi nieszczęście. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Choć znajduje się tu na dostojnym miejscu, nie może rozciągnąć wielkiej hojności na wszystkich, bo jego moc niesienia pomocy jest ograniczona przez własną słabość i przez przeszkody. — Wang Bi, komentarz do linii piątej, tłumaczenie na polski własne.
Linia trzyma środek górnego trygramu i stoi na miejscu władcy, właściwym dla linii dynamicznej; jest przy tym drugą z rządzących. Lepszego położenia ta figura nie ma — a mimo to nic przez nią nie przechodzi. Wilhelm pokazuje to obrazem rzeki między stromymi brzegami: woda płynie, a nie nawadnia niczego wokół, bo ściany wąwozu stoją po obu stronach. Cheng Yi diagnozuje to samo od strony instytucji: kierownictwu brakuje ludzi, przez których dobre postanowienia mogłyby dojść do wszystkich, i właśnie dlatego dobrodziejstwo utyka. Z tej diagnozy wynika też zakaz w drugiej połowie wersu. Kto w takim położeniu zabiera się do wielkiej naprawy, poprawia nie to, co zawiodło: brakuje przekazu, nie zamiaru. Mała wytrwałość znaczy tu poprawianie stopniowe: jedna zmiana naraz, przeprowadzona do końca, i ludzie, którym powierza się jej dokończenie. Sprawy, które ostatecznie ciągniesz sam albo sama, pokazują dokładnie te miejsca, w których brakuje kogoś, kto mógłby je przejąć.
Linia 6 (magnetyczna) — Krwawe łzy
Koń i wóz rozłączają się. Płyną krwawe łzy. — Wilhelm/Baynes, tłumaczenie na polski własne.
Zajmuje się tu miejsce najwyższego niebezpieczeństwa i najgłębszej trudności: w dole nie ma nikogo, kto by odpowiedział pomocą, a przed sobą nie ma dokąd iść. Jest się schwytanym w najgorsze z położeń i nie ma się absolutnie nikogo, na kim można by się oprzeć. — Wang Bi, komentarz do linii szóstej, tłumaczenie na polski własne.
Obraz koni wraca tu po raz trzeci i po raz pierwszy nie towarzyszy mu żadne wskazanie — zostają same łzy. Woda i krew są obrazami górnego trygramu i Wilhelm czyta ten wers dosłownie: na szczycie zapadni ujawniają się obie naraz. Rozpacz wynika tu z układu, nie z charakteru — trzecia linia nie odpowiada szóstej, a piąta, jej jedyna sąsiadka od dołu, sama nie ma czym pomóc, bo jej dobrodziejstwo utknęło w wąwozie. Balkin patrzy na to od drugiej strony: przeszkody są prawdziwe, ale nie są bez granic, a kto wmówi sobie, że sprawa go przerasta, sam ją do tego rozmiaru doprowadza. Skoro przeszkoda tkwi w układzie, karcenie siebie niczego nie poprawi; pomaga dopiero ruch, który przestawia położenie. Wilhelm dopowiada przy tym, że stan ten nie jest trwały: linia przechodzi w swoje przeciwieństwo, a z zapadni rozwija się wtedy wiatr, który przełamuje zastój — dlatego zmianę trzeba wprowadzić szybko. Pomaga przy tym miara z zewnątrz:
W każdej przygodzie miej przed oczyma tych, których to samo spotkało, a którzy potem narzekali, jęczeli i żalili się. Gdzież są oni teraz? Nigdzie. Dlaczegóż więc i ty chcesz w sposób podobny postępować? A nie pozostawić obcych błądzeń tym, którzy je wywołują i im ulegają? A sobie postawić za zadanie, jak by z tego skorzystać? — Marek Aureliusz, Rozmyślania, VII, 58, przekład Mariana Reitera
Nie jest to pocieszenie i nie ma nim być. Jest to przywrócenie proporcji: w tym samym położeniu byli inni, przeszli przez nie i przeszli różnie. Po tej linii zostaje Ci więc jedno zadanie — ustalić, co da się z tego wziąć dla siebie, zanim żal zajmie całe pole widzenia.
Psychologia heksagramu 3: praca nad sobą
Nadmiar odbiera orientację skuteczniej niż brak — wybór jednej opcji wyklucza wszystkie inne. Kiedy możliwości jest naraz zbyt wiele i żadna nie ma jeszcze kształtu, psychika nie zatrzymuje się — przyspiesza. Trzecia linia opisuje dokładnie ten odruch: pościg za zwierzyną, którą widać, prowadzony bez przewodnika i bez znajomości terenu. Człowiek rusza wtedy nie z odwagi, tylko z potrzeby ulgi: obranie byle jakiego kierunku przynosi ją natychmiast, a przyglądanie się zamętowi nie przynosi jej wcale. Dlatego w tej figurze pierwszym objawem trudności nie jest bezruch, lecz gorączkowa aktywność, i dlatego osąd zakazuje wyruszania właśnie temu, kto ma dość siły, żeby wyruszyć.
Objawy są rozpoznawalne i dają się sprawdzić bez cudzej pomocy. Liczba spraw zaczętych rośnie szybciej niż liczba zamkniętych. Wracasz do tej samej decyzji kilka razy dziennie i za każdym razem rozważasz ją od nowa, bo w międzyczasie nie przybyło żadnej wiedzy. Po podjęciu dowolnego postanowienia przychodzi wyraźna ulga, która po godzinie mija — sygnał, że to nie treść decyzji przynosiła ulgę, tylko sam fakt jej podjęcia. Osobno warto obserwować opór przed proszeniem o pomoc; w tej figurze kosztuje on najwięcej, bo osąd wymienia pomocników jako warunek, a nie jako ustępstwo wobec własnej słabości. Opór ten rzadko przedstawia się jako duma — częściej jako obawa, że prośba zobowiązuje, albo jako przekonanie, że wytłumaczenie sprawy zajmie więcej czasu niż zrobienie jej samemu.
Postawa, którą ta figura zaleca, jest trudna, bo wymaga wytrzymania stanu nierozstrzygniętego. Whitmont opisuje ją jako cel, do którego się dąży, wiedząc, że nie osiąga się go w całości:
Optymalną postawę, do jakiej ego może dążyć — niekoniecznie z nadzieją, że kiedykolwiek uda się ją w pełni osiągnąć — można by opisać jako nieustanną świadomość sprzecznych biegunów, które będą się pojawiać w coraz to nowych postaciach, w miarę jak dawne zostają rozwiązane: świadomość czekania i patrzenia, przeżywania spraw do końca, ważenia rozmaitych aspektów i doprowadzania ich do równowagi, w nieustannej gotowości do pracy z materiałem, który jest pod ręką. — E. C. Whitmont, The Symbolic Quest, s. 258, tłumaczenie na polski własne.
Praktycznie znaczy to trzy rzeczy. Po pierwsze, odróżniaj napięcie od zadania: napięcie pochodzi z całości, a zadanie zawsze jest jedno i zawsze da się nazwać. Po drugie, wyznacz sobie porę, w której wracasz do spraw nierozstrzygniętych — raz na jakiś czas, a nie wtedy, kiedy przypomni o nich niepokój; sprawa, która nie ma jeszcze kształtu, nie stanie się jaśniejsza od częstszego oglądania. Po trzecie, prośbę o pomoc traktuj jako część pracy, nie jako przerwę w niej. Materiał, który masz pod ręką, obejmuje także ludzi, którzy już są obok.
Perspektywa stoicka w heksagramie 3
Obraz tej figury kończy się warsztatem tkackim: chmury i grzmot, a pod nimi ktoś, kto oddziela osnowę od wątku. Tkactwo pojawia się także u Epikteta — tam, gdzie mówi o tym, na czym właściwie polega sztuka:
Tak właśnie jest z tymi, którzy zręcznie grają w piłkę. Nikt nie dba o to, czy piłka jest dobra, czy zła, tylko o to, jak się ją rzuca i chwyta. W tym jest wprawa, w tym sztuka. […] Tak samo powinniśmy postępować: całą staranność wkładać w grę, a wobec samej piłki zachować obojętność. Sztukę swoją mamy stosować do jakiegoś zewnętrznego tworzywa — nie ceniąc tworzywa, lecz pokazując na nim, czym jest nasza sztuka, jakiekolwiek by ono było. Tak i tkacz nie wytwarza wełny, tylko ćwiczy swoją sztukę na tej, którą dostał. […] Kiedy więc otrzymasz tworzywo, pracuj na nim. — Epiktet, Diatryby, II.5.15-23, tłumaczenie na polski własne.
Tkacz nie hoduje owiec i nie wybiera runa. Dostaje wełnę taką, jaka przyszła — zbitą, nierówną, w kolorze, o jaki nie prosił — i cała jego sztuka polega na tym, co z niej zrobi. Heksagram mówi o tym samym z drugiej strony. W trudnym początku materiał jest w nadmiarze, nieuporządkowany i nie taki, jakiego się chciało, a jedyna praca, jaka wchodzi w rachubę, to oddzielanie osnowy od wątku w tym, co leży przed człowiekiem.
Stąd bierze się rada, która w chwili zamętu brzmi nieprzekonująco, a jest jedyną wykonalną. Kiedy sprawy są w takim stanie, siły idą zwykle na dwie rzeczy, które niczego nie posuwają: na rozważanie, jak by to wyglądało przy lepszym rozdaniu, i na szukanie wyjścia gdzie indziej niż w tym, co jest pod ręką. Obie są odmianą wyruszania, którego osąd zakazuje. Zostaje trzecia możliwość i ona jest właściwą pracą tej figury — wziąć materiał, który przyszedł, i rozdzielić go na osnowę, która trzyma całość, i wątek, który się przez nią przeplata. Od osnowy zaczyna się sortowanie, bo dopóki nie jest napięta, nie ma czego przeplatać. Wynik nie zależy od tego, czy wełna była dobra. Zależy od tego, czy ktoś się nią zajął, zanim splątała się bardziej.